czwartek, 5 czerwca 2014

Sándor Márai „Dziennik”



Sándor Márai urodził się w roku 1900 a zmarł w 1989. Można powiedzieć, że żył w dwóch całkowicie różnych światach – tym sprzed II wojny światowej i tym po niej. W roli „świadka historii” węgierski pisarz przypomina Czesława Miłosza. Bogactwo przeżyć poparte metafizycznym namysłem przelewa na papier w klasycznej harmonii. Wcześniej przeczytałem epickie „Wyznania patrycjusza”, tym razem sięgnąłem po „Dziennik”.

„Dziennik” Sándora Máraia rozpoczyna się burzliwym rokiem 1943, który pisarz spędza na Węgrzech. Márai wspomina chwile, kiedy czuł się szczęśliwy – co ciekawe w większości są to momenty poddania się żywiołom natury – wodzie i słońcu. W tym stanie przypomina on medytujących mnichów buddyjskich. Pośród morderstw, walk i wybuchów Márai ciągle czyta i pisze – te czynności nadają sens jego życiu. Wiele mówi o dyscyplinie i o pracy, w której pisarz niewiele różni się od szewca.

Po wojnie najdłużej przebywa we Włoszech oraz w Stanach Zjednoczonych, przy czym wiele podróżuje, oddając się w ten sposób kolejnej swojej pasji. Jego domem są wiedeńskie kawiarnie i amerykańskie biblioteki:

„[…] amerykańskie biblioteki zastępowały mi wszystko: dom, kawiarnię, życie towarzyskie; żywe, wielkoduszne amerykańskie biblioteki, w których każdego dnia godzinami czułem się jak „w domu”, nie są to bowiem muzea książek ani kwaśno pachnące seminaria, lecz domy, w których duch polemizuje z duchem, może mu się sprzeciwić lub zgadzać się z nim. I nikt nie przerywa, nie przywołuje do porządku, ani śladu snobizmu czy ogłupiającego drylu. Biblioteka – mój dom!”

Poza biblioteką – bunt mas. Márai starzeje się na peryferiach nowoczesnego świata, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. Jego kontestacje wywołują w czytelniku nostalgię za przeszłością. Pisarz ślepnie – widzi mgliście na jedno oko – lecz wciąż czyta ulubione książki i próbuje opisać rzeczywistość. Przestaje na chwilę po śmierci swojej ukochanej żony. Do końca – ślepą i głuchą, odżywianą przez rurkę wsadzoną do nosa – trzymał ją za rękę. Sam był osłabiony przez choroby, myślał o samobójstwie, lecz dopóki ona żyła – nie mógł jej zostawić. Wciąż zadręczał się tym, czy aby zrobił dla niej wszystko, co możliwe. Przez całe życie pisał po to, żeby ona to przeczytała. Teraz ona umiera. Po jej śmierci czyta jej dzienniki, słyszy ją we snach. Nie chce kończyć życia w szpitalu – popełnia samobójstwo. Zazwyczaj człowiek nie dopuszcza do świadomości myśli o śmierci, chyba że traktuje ją jako abstrakcję. Lektura ostanich lat opisanych w "Dzienniku" Máraia zaraża śmiercią tu i teraz, czytelnika ogarnia smutek, to uczucie go przepełnia, rozlewa się na świat dookoła i zabarwia codzienność. Świat jest wtedy naprawdę piękny.

Paweł Niesiołowski


środa, 4 czerwca 2014

Relacja ze spotkania z Martą Koval dotyczącego sytuacji na Ukrainie

29 maja 2014 roku o godzinie 14.oo w Bibliotece Gdańskich Szkół Autonomicznych odbyło się spotkanie z prof. UG dr hab. Martą Koval. Na co dzień bada ona literaturę amerykańską na Uniwersytecie Gdańskim. Ostatnio – między innymi z powodu swojej narodowości – zajęła się trudną sytuacją na Ukrainie. Komentuje w mediach aktualne wydarzenia w tym kraju. Tym razem zgodziła się spotkać w tej sprawie z uczniami klas 6 Gdańskiej Autonomicznej Szkoły Podstawowej.

Spotkanie rozpoczęło się wykładem, podczas którego Marta Koval opowiedziała o przyczynach konfliktu na Ukrainie, wyjaśniła obecną sytuację w tym kraju oraz zaprezentowała możliwe scenariusze rozwoju wypadków u wschodniego sąsiada Polski. Następnie nadszedł czas na zadawanie pytań przez uczniów. Dowiedzieliśmy się, że Putin nie zwariował, lecz na zimno kalkuluje a wojna Europie nie grozi i Ukraina ma jeszcze szansę na odbudowanie swojej państwowości. Udane wybory na Ukrainie, uznane przez Rosję, przyczyniły się do tego optymizmu. Jednak, zarówno Ukraina, jak i Europa, muszą zaprezentować twardą postawę wobec Rosji i terrorystów we wschodniej części Ukrainy.





Drugie życie książki - burz i twórz!

Książka jest źródłem wiedzy, informacji, mądrości, rozrywki… Ale nie tylko! Uczniowie GASP udowodnili, że tomy z tekstem inspirują, rozwijają kreatywność, wyobraźnię i małą motorykę! 

W ciągu dwóch dni, na przerwach międzylekcyjnych, najmłodsze dzieci miały szansę nadać nową wartość książkom przeznaczonym na makulaturę. Biblioteczne ubytki przerabiały na książkę artystyczną. Z ciężkiej pracy powstały wspaniałe konstrukcje, makiety i plansze. 
 
Najwyższe uznanie zdobyła konstrukcja drużyny z klasy 2a, w składzie Alexander Korożan, Jaś Kacprzyński, Mateusz Wenta, Julia Uliczny, Emilia Wróblewska i Ola Iskrzycka. Wyróżnienia otrzymały prace uczennic z klasy 3c – Alicji Chejmanowskiej  i Sary Kochanek. Gratulujemy!




                                                                          [galeria]