Miło nam poinformować, że Zuzanna Żyra z klasy 5a GASP znalazła
się na podium w VII Pomorskim Konkursie Poetyckim „Niektórzy lubią poezję”. Trzecie
miejsce zapewnił jej wiersz „Lustro”, który można przeczytać w tomiku poezji dostępnym
w Bibliotece GSA. Konkurs zorganizował Oddział Pomorski Towarzystwa Nauczycieli
Bibliotekarzy Szkół Polskich. Serdecznie
gratulujemy!
środa, 18 maja 2016
piątek, 13 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
Tomasz Ilnicki o Czarnobylu i Fukushimie
Strefa po wybuchu w elektrowni jądrowej w Czarnobylu pobudza wyobraźnię, szczególnie tych, którzy fascynują się obrazami postapokaliptycznymi. 26 kwietnia, w 30 rocznicę tej katastrofy, naszą bibliotekę odwiedził Tomasz Ilnicki - podróżnik, pasjonat historii, nałogowy czytelnik książek i nauczyciel wychowania fizycznego. Tomasz był w Czarnobylu, co więcej, jak usłyszeliśmy i zobaczyliśmy na zaprezentowanych zdjęciach i filmach, wszedł tam wszędzie, gdzie się dało, w pogoni za dobrym ujęciem i dreszczem emocji. Musi on być jednym z tych wielbicieli postapokalipsy. Poznaliśmy to po erudycji i pasji, które charakteryzowały jego opowieści. Co więcej - Tomasz Ilnicki oprowadził nas też po Fukushimie, gdzie całkiem niedawno doszło do jednej z największych tragedii w historii Japonii.
Tych, którzy przegapili to niezwykłe spotkanie albo chcieliby dowiedzieć się więcej o podróżach naszego gościa, zapraszamy do odwiedzania bloga Tomasza Ilnickiego pod adresem:
piątek, 6 maja 2016
Evžen Boček "Ostatnia arystokratka"
Literatura
potrafi dogłębnie poruszyć, wzburzyć lub przerazić. Wspaniale, gdy pozwala
czytelnikowi przeżyć szczerą radość. Powieść wywołująca salwy głośnego śmiechu
to rzadkość. Dlatego tym bardziej warto polecić czeską nowość wydawniczą
„Ostatnia arystokratka”. Bohaterowie – wykreowani przez Evžena Bočka –
gwarantują poprawę humoru.
Nowojorska
rodzina Kostków po latach odzyskuje rodzinny zamek w Czechach. Wejście w
posiadanie wyjątkowej nieruchomości, zupełnie zmienia ich życie. Bohaterowie
postanawiają przeprowadzić się do Europy, zamieszkać w rezydencji rodu i
zachowywać jak arystokracja. Niestety brak ciągłości w celebracji tradycji
szlacheckiej powoduje animozje i niesnaski. No bo jak przekonać żonę – będącą
pod wpływem lektury biografii księżnej Diany – że trzyosobowa służba jest
wystarczająca, a zakup pięciu dogów to niepotrzebny wydatek. Dodatkowo całą sytuację
komplikują niemałe problemy finansowe rodziny, bowiem zamek tonie w długach.
Zatrudnienie specjalistki od PR wydaje się jedynym panaceum na mnożące się
zmartwienia.
Perypetie
Kostków i ich służby opisuje Maria – najmłodsza z rodziny. Ona jako jedyna
potrafi zachować stoicki spokój i łagodzić napięcia w swoim otoczeniu.
Dziewczyna prowadzi dziennik. Właśnie z jej perspektywy poznajemy kolejnych
bohaterów. Całość osadzona jest w końcówce XX w.
Opis
miejsca wydarzeń zaskakuje swoją skromnością. Zaledwie w kilku szczegółach
przedstawiono zamek i jego okolice. Podobnie jest z bohaterami. Autor mocno
zarysował ich sylwetki, nadał im bardzo charakterystyczne cechy, lecz nie
pogłębił ich portretu psychologicznego. Zarzut wobec powściągliwego stylu
pisarza byłby chybiony, ponieważ wnikliwość opisu nie jest założeniem jego
powieści. Moim zdaniem Boček napisał wesołą, prześmiewczą historię, rezygnując
z wyszukanych fraz i detali. Efekt komizmu udało mu się uzyskać poprzez kontrast:
kultur, postaw, oczekiwań i charakterów.
Taką ambiwalencję stanowią matka Marii (rozhisteryzowana, kierująca się
emocjami, z obsesyjną chęcią zostania bogaczką) i kasztelan zamku Józef
(krytyczny, racjonalny, cierpiący na antropofobię minimalista). Ich sposób
działania i widzenia świata jest na tyle odmienny, że nie są w stanie się
porozumieć.
Wyobrażenia
i oczekiwania Kostków mijają się z rzeczywistością panującą na zamku. Życie
rodziny zamienia się w parodię. „Nowa arystokracja” (dla ratowania domowego
budżetu) prezentuje się w strojach z minionych epok przed grupą turystów lub
uczestniczy w świniobiciu. Marzenia o beztrosce muszą ustąpić miejsca ciężkiej
pracy. Zetknięcie czeskiego i amerykańskiego stylu byciu, skutkuje
niedorzecznością w zachowaniu przedstawicieli obu stron. Karykaturalne i mocno
przerysowane obrazy są celowym zabiegiem autora. Poprzez zastosowanie takich
środków, ujawnia absurdy w postępowaniu swoich bohaterów. W konsekwencji tekst
silnie działa na wyobraźnię czytającego, a co za tym idzie – śmieszy.
„Ostatnia
arystokratka” nie należy do gatunku powieści wymagającej. Nie znajduję w niej
wysokiego warsztatu pisarskiego czy dydaktyzmu. Na wyrost można się doszukać
krytyki pewnych grup społecznych, lecz dla mnie jest to jedynie dobra komedia.
Duża dawka komizmu (sytuacyjnego i postaci) rekompensuje prostotę fabuły. Evžen
Boček daje czytelnikowi rozrywkę i pozytywne emocje poprzez spotkanie z
nietuzinkowymi bohaterami. Moim zdaniem jest to idealna książka dla szukających
chwilowego wytchnienia od ciężkiej literatury faktu lub codzienności.
Karolina Robak
piątek, 29 kwietnia 2016
James McBride "Ptak dobrego Boga"
W
roku 1859 banita i biały abolicjonista John Brown, aby dać początek
wojnie z niewolnictwem, dokonał napadu na Harpers Ferry w stanie
Wirginia – największy arsenał w Stanach Zjednoczonych. Napad się nie
powiódł. Wywołał jednak panikę w całym kraju i przyczynił się do wybuchu
wojny secesyjnej. Brown został powieszony, a większość z jego
dziewiętnastu wspólników zginęła. O tych wydarzeniach opowiada James
McBride w powieści przygodowej „Ptaki dobrego Boga”.
John Brown jest warty wielu opowieści. Z wyglądu i zachowania przypomina jurodiwego – szaleńca Chrystusowego, typ świętego w dawnej Rosji, którego pochodzenie wyjaśniają słowa świętego Pawła: „Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość”. John Brown niewiele je i mało śpi, nosi podarte ubrania, ma pomarszczoną twarz i długą brodę, często wpada w religijne uniesienie i modli się wtedy głośno godzinami. Co prawda nie czyni cudów, chyba że za takowe uznamy umiejętność wychodzenia cało z najgorszych tarapatów, w które nie bez własnej winy często wpada. Jego święte opętanie ujawnia się też w porze zabijania. Widać to już w jednej z początkowych scen książki, gdy Brown przez przypadek atakuje dom nie tego zwolennika niewolnictwa, którego trzeba, a mimo to wywleka z domu mężczyznę razem z jego synami i każe własnym synom odrąbać im głowy pałaszami. Kiedy żona mordowanego błaga go o litość, Brown wydaje się być nieobecny:
„Był jakby gdzie indziej, jakby sie zagubił we swoich myślach. Patrzał ponad jej głowom w niebo albo w dal. Kiedy przychodziła pora zabijania, od razu sie robił jak świenty”.
W podobny stan Brown wpada podczas modłów:
„Nie wiem dlaczego, ale za każdym razem, gdy Starzec zaczynał gadać o świentościach, czyli zawsze kiedy tylko wspomniał o Stwórcy, robił się naprawde niebezpieczny. Przebiegał go jakby prund, a jego głos robił sie chrapliwy jak żwir chrzęszczący na drodze. Brown jak gdyby rósł, jego zmenczone starcze ciało zmieniało sie i stawał sie potężny jak maszyna śmierci”.
Kontakt ze świętością Brown osiąga na dwa sposoby: poprzez modlitwę i dzięki zabijaniu. W swoim okrucieństwie przypomina starotestamentowych proroków, których srogość przewyższała tylko krwiożerczość Boga. W archaicznych czasach ludzie zdawali sobie sprawę, że święta natura rzeczywistości objawia się podczas rytualnej ofiary. Uczestniczący w niej ludzie doświadczali transgresji i pokawałkowany przez świadomość świat odzyskiwał dla nich ciągłość. Olga Tokarczuk w „Księgach Jakubowych” opisała postać innego proroka – Jakuba Franka, którego czyny były równie gwałtowne jak postępowanie Johna Browna. Święci i prorocy nie są moralistami, lecz rewolucjonistami, nie przynoszą światu pokoju, tylko miecz.
Niejednoznaczność postaci Johna Browna wynika też z narracji, która występuje w tej powieści. Historię Starca poznajemy z punktu widzenia jego towarzysza, Henry’ego „Cybulki” Shackleforda, czarnoskórego chłopca, który w wyniku nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności przez cały czas trwania powieści (jak wspomina na samym początku – przez 17 lat) jest przebrany za dziewczynkę. Nierealne przypadki towarzyszą mu ciągle, co sprawia, że antybohater, który chce tylko uciec, aby wieść spokojne, wygodnie i bezpiecznie życie, przez cały czas znajduje się w centrum karkołomnej awantury. Opisuje on dzieje Browna prostym, kaleczącym angielski językiem niewolnika z południa (tłumacz w języku polskim świetnie oddał to za pomocą ludowych gwar). To w oczach Cybulki Starzec jest groteskowym szaleńcem. Sam chłopiec przez swoje nieprawdopodobne losy nabiera cech fantastycznych. Decyzja autora, aby przedstawić historię jego głosem, zaważyła na pojawieniu się w powieści humoru sytuacyjnego oraz na nadaniu jej cech mitu.
Losy Henry’ego Shackleforda zostały przedstawione za pomocą gatunku znanego pod nazwą bildungsroman. Bohater dojrzewa jednak w specyficznej sytuacji – przez cały czas udaje dziewczynę. A przecież jest też Murzynem na południu, który, aby przeżyć, musi kłamać. Jednak sukienka zdaje się mieć więcej zalet niż wad – pozwala uniknąć walki, sprawia, że inni się tobą opiekują, przy tym na dzikim południu, w przeciwieństwie do kulturalnej północy, ceni się kobiety, które piją i przeklinają jak mężczyźni. To wszystko bardzo podoba się bohaterowi. Posiada on wiele cech, które w jego kulturze zwykło się przypisywać kobietom: poza tchórzostwem na polu bitwy – delikatność, niezdecydowanie, upodobanie do śpiewu. Z kolei atrybuty stereotypowo męskie, takie jak odwaga, siła, zdecydowanie, w powieści posiadają kobiety, czyli pani generał Harriet Tubman (postać autentyczna) i przewodząca buntowi niewolników Sibonia. To one odgrywają tu role mitycznych przewodniczek, które wraz z Johnem Brownem pomagają chłopcu stać się mężczyzną. Powieść świetnie nadaje się do interpretacji według teorii płci kulturowej.
Kiedy w powieści dochodzi do egzekucji Sibonii, narrator zwraca się do czytelników słowami: „Szkoda, że nie potrafie przekazać wam tego napiencia”. Dalej pojawia się jednak próba oddania nastroju towarzyszącego tej chwili: „Zdawało sie, że sznur owinął sie wokół słońca na niebie i unieruchomił wszystkie liście i gałonzki”. Kiedy zachodzi taka potrzeba, narracja „Ptaka dobrego Boga” zręcznie korzysta z języka poezji. Jednak z zasady jest oszczędna w wyrazie. W końcu dla powieści przygodowej najważniejsza jest akcja, tak jak w walce z niewolnictwem liczą się czyny Johna Browna, a nie słowa i deklaracje abolicjonistów z północy. Dlatego na końcu chcę zapewnić czytelników i czytelniczki, że świadomość postmodernistycznego kryzysu tożsamości i ograniczeń w poznawaniu świata przez człowieka, nie zakłócają ani fabuły tej powieści, ani jej wartkiej akcji – „Ptak dobrego Boga” przedstawia spójną historię, która trzyma w napięciu od początku do końca.
Paweł Niesiołowski
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Nauczycielki i nauczyciele GLA czytają baśń
Nauczycielki i nauczyciele Gdańskiego Liceum Autonomicznego czytają baśń
z okazji Światowego Dnia Książki. Dawno, dawno temu spisali ją bracia
Grimm, choć nie jesteśmy pewni, czy szanowni autorzy poznaliby ją w
uwspółcześnionej wersji. Jak brzmi jej tytuł? Podaj odpowiedź na to
pytanie, a wygrasz nagrodę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

