środa, 4 czerwca 2014

Relacja ze spotkania z Martą Koval dotyczącego sytuacji na Ukrainie

29 maja 2014 roku o godzinie 14.oo w Bibliotece Gdańskich Szkół Autonomicznych odbyło się spotkanie z prof. UG dr hab. Martą Koval. Na co dzień bada ona literaturę amerykańską na Uniwersytecie Gdańskim. Ostatnio – między innymi z powodu swojej narodowości – zajęła się trudną sytuacją na Ukrainie. Komentuje w mediach aktualne wydarzenia w tym kraju. Tym razem zgodziła się spotkać w tej sprawie z uczniami klas 6 Gdańskiej Autonomicznej Szkoły Podstawowej.

Spotkanie rozpoczęło się wykładem, podczas którego Marta Koval opowiedziała o przyczynach konfliktu na Ukrainie, wyjaśniła obecną sytuację w tym kraju oraz zaprezentowała możliwe scenariusze rozwoju wypadków u wschodniego sąsiada Polski. Następnie nadszedł czas na zadawanie pytań przez uczniów. Dowiedzieliśmy się, że Putin nie zwariował, lecz na zimno kalkuluje a wojna Europie nie grozi i Ukraina ma jeszcze szansę na odbudowanie swojej państwowości. Udane wybory na Ukrainie, uznane przez Rosję, przyczyniły się do tego optymizmu. Jednak, zarówno Ukraina, jak i Europa, muszą zaprezentować twardą postawę wobec Rosji i terrorystów we wschodniej części Ukrainy.





Drugie życie książki - burz i twórz!

Książka jest źródłem wiedzy, informacji, mądrości, rozrywki… Ale nie tylko! Uczniowie GASP udowodnili, że tomy z tekstem inspirują, rozwijają kreatywność, wyobraźnię i małą motorykę! 

W ciągu dwóch dni, na przerwach międzylekcyjnych, najmłodsze dzieci miały szansę nadać nową wartość książkom przeznaczonym na makulaturę. Biblioteczne ubytki przerabiały na książkę artystyczną. Z ciężkiej pracy powstały wspaniałe konstrukcje, makiety i plansze. 
 
Najwyższe uznanie zdobyła konstrukcja drużyny z klasy 2a, w składzie Alexander Korożan, Jaś Kacprzyński, Mateusz Wenta, Julia Uliczny, Emilia Wróblewska i Ola Iskrzycka. Wyróżnienia otrzymały prace uczennic z klasy 3c – Alicji Chejmanowskiej  i Sary Kochanek. Gratulujemy!




                                                                          [galeria]

piątek, 30 maja 2014

Witold Szabłowski "Tańczące niedźwiedzie"



 

Niegdyś Karol Radziwiłł „Panie Kochanku” założył w Polsce akademię smorgońską. Nie była to uczelnia w powszechnym rozumieniu: wykładowcy nie mieli tytułów naukowych, a studenci matury. Wychowankami takiej szkoły były… niedźwiedzie. Zwierzęta poddawano tresurze: uczono tańca, marszu, stania na dwóch łapach. „Niedźwiedzią wszechnicę” zamknięto na początku XIX w. Podobne praktyki odbywały się w Bułgarii - tyle, że do 2007 r.

Wela to ukochana niedźwiedzica Mirczewa. Wspólnie przeżyli wiele lat. Ona – od urodzenia w niewoli z metalowym kółkiem w nosie i smyczą, on – z nimbem chwały, poczuciem wyższości i pełnymi kieszeniami pieniędzy. Idealny, toksyczny związek…
Para zyskała szczyt popularności w okresie komunizmu. Wraz z nastaniem rządów demokratycznych i wejściem do UE, w Bułgarii zakazano tresury niedźwiedzi. Mirczew musiał rozstać się z podopieczną. Wela – podobnie jak inne zniewolone niedźwiedzie – trafiła do (sic!) Parku Tańczących Niedźwiedzi. W rezerwacie próbowano przywrócić zwierzęta do naturalnego, swobodnego życia. Ale one nie potrafiły zaistnieć na nowo, nie radziły sobie z wolnością.

Tak jak bułgarskie niedźwiedzie – zniewolone, ciągnięte za sznurek, a później oswobodzone – kraje postkomunistyczne nie zawsze potrafią wykorzystać otrzymaną wolność.  Mieszkańcy Kuby nadal – jak boga – wielbią Fidela Castro, Gruzini są dumni, że Stalin urodził się w Gori, w Serbii organizuje się wycieczki pod nazwą „Pop- art Radovan” – śladami Radovana Karadżicia – odpowiedzialnego za ludobójstwo w Srebrenicy. 

„Tańczące niedźwiedzie” to dwie opowieści. Pierwsza – rozczulająca – o zniewolonych  niedźwiedziach. Druga – momentami wprawiająca w zażenowanie, zawstydzająca i smutna – o krajach, w których zmienił się system polityczny.
Samodzielnie są to piękne teksty – o niezależności, miłości, odwadze, chęci zmiany. Natomiast połączenie narracji w konwencji baśni z reportażem politycznym - rozczarowuje. Czytelnik czuje złość do pisarza, że zakończył opowieść o niedźwiedziach i zaczyna opis szmuglowaniu towarów na granicy ukraińsko – polskiej. 

Odnoszę wrażenie, że autor miał piękne teksty na dwa różne tematy i trochę na siłę spróbował je połączyć używając tańczących niedźwiedzi jako metafory państw, wyzwalających się spod komunizmu lub państw, w których demokracja nie trwa długo. 

Pomimo, że powyżej przytoczone porównanie, nie przekonuje mnie, uważam, że najnowsza książka Witolda Szabłowskiego jest naprawdę wartościową pozycją. Wzbogaca nas o przeżycia emocjonalne i intelektualne. 
Karolina Robak

wtorek, 27 maja 2014

Co z tą Ukrainą..? Spotkanie z Martą Koval


 źródło: tvn24.pl

W najbliższy czwartek 29 maja 2014 r., o godzinie 14.00 w Bibliotece GSA odbędzie się spotkanie z prof. UG, dr hab. Martą Koval - aktywną uczestniczką wydarzeń związanych z dzisiejszą sytuacją na Ukrainie. Ponadto - jako ekspert - wielokrotnie gościła w audycjach radiowych i programach telewizyjnych dotyczących Ukrainy.

Spotkanie z p. Martą Koval będzie okazją do zrozumienia niejasnej sytuacji politycznej wschodniego sąsiada Polski. Być może uda się poznać - inne niż lansowane w mediach - przyczyny zamieszek społecznych, a także  znaczenie - w całym sporze - Rosji i państw europejskich.

Karl Ove Knausgard „Moja walka”



Poznanie siebie to jedno z najważniejszych zadań człowieka. Literatura zdaje się być do tego właściwym narzędziem. Tym bardziej, że pisanie czyni człowieka samotnym, a samotność to ważny warunek zaistnienia samoświadomości. W dobie rozkwitu literatury faktu, kiedy powstaje wiele dobrych reportaży, które pomagają współczesnemu inteligentowi zrozumieć rzeczywistość, jest zapotrzebowanie na autobiografie. Pewne traumy są przecież powszechne – szczególne miejsce zajmują wśród nich te związane z rodzicami. Karl Ove Knausgard skupia się na swojej relacji z ojcem, w której, jak to czasem bywa, miłość przewyższa tylko nienawiść.

Należy przy tym podkreślić, że powieść Szweda to nie jest standardowa autobiografia. Nie mamy tu do czynienia z chronologicznym układem zdarzeń, w którym poszczególne fakty z życia autora zajmują tyle miejsca, na ile obiektywnie zasługują. Jest to raczej coś, co nazwałbym "autobiografią obsesyjną" – pisarz chce przebić się do głębokiego znaczenia najbardziej bolesnych wydarzeń z własnego życia, potrafi przez kilkaset stron opisywać jeden dzień, poznanie siebie staje się jego obsesją. Uprawia przy tym skrajny ekshibicjonizm, zahaczający o masochizm, gdy w brutalny sposób zmaga się ze swoimi słabościami przed czytelnikiem, chce powiedzieć wszystko. Jest to akt wiary w literaturę, która umożliwia transgresję.

Pisarz, który odważa się na taki akt, musi się liczyć z wykluczeniem społecznym i utratą najbliższych mu osób. Karl Ove zdaje sobie z tego sprawę: „to, co zrobiłem, jest niemoralne i pozbawione empatii. Nie można ranić, upokarzać innych. Zdecydowałem, że to zrobię. Pisanie zakłada odcięcie się, człowiek musi być sam”. Podobną odwagę w służbie literaturze odkryłem do tej pory chyba tylko u Michela Leirisa.

Knausgard jest często porównywany do Marcela Prousta. Może to niesłusznie zrazić niektórych czytelników (Proust jest bardzo wymagającym autorem), innych z kolei zmylić i rozczarować. Na pewno obaj pisarze mają podobny rozmach – „W poszukiwaniu straconego czasu” składa się z siedmiu tomów, a „Moja walka” z sześciu (w Polsce ukazał się dopiero tom pierwszy). Szwed i Francuz potrafią doskonale oddawać subtelne odczucia i wrażenia, szczegółowo i szeroko opisują z pozoru mało istotne wydarzenia, włączają też do tekstu genialne refleksje o charakterze filozoficznym. Jednak style mają skrajnie odmienne. Proust jest znany z długich, ciągnących się czasem przez całe strony, zdań bogatych w oryginalne metafory i wyszukane epitety. Z kolei Knausgard zdecydował się na formę surową, oszczędną, niemal przezroczystą. Słów używa celnie i precyzyjnie, a rzadkie metafory są zachwycające w swojej prostocie. Uważam, że to dobry wybór, ponieważ zadanie poznania siebie i powiedzenia wszystkiego wymaga, aby podporządkować temu celowi nie tylko treść, ale i formę.

Paweł Niesiołowski